RSS
 

Pielgrzymujący Ślązacy

17 sie

Pielgrzymki Ślązaków przed wojnąPo lewej – dzieci z Szopienic, pielgrzymujące pod patronatem Sodalicji Mariańskiej w latach 20-tych (wśród dziewcząt jest moja Babcia); w środku i po prawej – Ślązaczki z Szopienic pielgrzymujące do Kalwarii Zebrzydowskiej i do Częstochowy

Wartym uwagi fenomenem jest śląska religijność i zakorzeniona tradycja pielgrzymowania. Niezapomnianym przeżyciem była dla mnie pierwsza męska pielgrzymka do Piekar, na którą zabrał mnie mój Ojciec (jako 13-letniego chłopaka, który na ten moment poczuł się jak pełnoprawny mężczyzna). ;)  Był to akurat powiew zrywu solidarnościowego, więc towarzyszył nam również patriotyczny entuzjazm wolności, gdy przy pieśni „Boże coś Polskę” ponad głowami wyrósł las dłoni ze znakiem „V”. Jeśli ktoś z Was był kiedyś na męskiej pielgrzymce, to doświadczył też tej podniosłej atmosfery śpiewu, kiedy to pieśń zaczyna niemal grzmieć samymi męskimi głosami (zwłaszcza na Śląsku, gdzie tonacja głosu jest wyraźnie obniżona). Porównać to można tylko z Bogurodzicą na polach Grunwaldu.

Osobno pielgrzymowały kobiety. Tutaj niestety nie mam żadnych doświadczeń. ;) Wiem jednak z opowiadań, że taka pielgrzymka była poprzedzona gruntownym przygotowaniem (w zakresie ducha, jak i stroju), a także towarzyszył jej pewien rytuał (spowiedź, przebaczenie ze strony skrzywdzonych, błogosławieństwo męża lub rodziców itd.). Na taką pielgrzymkę jechało się jak na ostatnią drogę – nie wolno było ze sobą zabierać żadnej urazy w sercu, żadnej zawiści, żadnej złości. W grupie pielgrzymów również doświadczało się przedsmaku nieba, bo wszyscy byli względem siebie jak jedna rodzina: życzliwi i cierpliwi - mimo, iż często pielgrzymki takie odbywały się w karkołomnych warunkach (pamiętam jazdę pociągiem, w której jako dziecko byłem niemal wprasowany przez tłok do śmierdzącego chaźlika). Bynajmniej nie ucierpiała na tym podniosłość nastrojów – co najwyżej było trochę śmiechu. :)

Jedno z zamieszczonych powyżej zdjęć (po prawej) kryje w sobie tragiczną historię. Była to ostatnia pielgrzymka mojej Cioci Any, którą w miesiąc później, zaraz po wejściu Niemców, aresztowało gestapo za udział w patriotycznych spektaklach teatru „Opolanka”. Zmarła dwa lata później w obozie koncentracyjnym. Na zdjęciu jest w Częstochowie ze swoją mamą, a moją Prababcią. Ciocia Ana nosiła się już „po miejsku” – jako aktorka na każdym ze zdjęć wygląda zresztą bardzo modnie, tymczasem Prababcia jest w stroju chłopskim, nazywanym „chopiónką”, bo urodziła się na wsi pod Bieruniem – i jak wielu Ślązaków z końcem XIX wieku przywędrowała z mężem za pracą do szopienickiej huty… Natomiast zdjęcie po lewej przedstawia Sodalicję (ok. 1925 r.), która była formacją nie tylko religijną, ale również pełniącą rolę dzisiejszego harcerstwa – wychowywała obywateli w duchu patriotycznym, zaszczepiając etos polskiej tradycji i wprowadzając w głębię katolicyzmu.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii patriotyzm, Religia, Śląsk, Ślązacy

 

Tags: , , , , ,

Dodaj komentarz