RSS
 

Jak lawa pod grubą skorupą …i jak głęboki korzeń – w żyznej, choć skażonej glebie

02 lis

1Wesele na Górnym Śląsku – Janów (dzisiejsza dzielnica Katowic), ok. 1920 r.

Z rosnącym smutkiem obserwuję degradację zewnętrznego wizerunku śląskiej kultury. I nie chodzi mi tutaj o wyższą półkę tejże kultury, gdzie nie brakuje ludzi naprawdę dużo dla Śląska czyniących – wykazujących troskę o pielęgnowanie ludowej tradycji i śląskiej mowy, o zgłębianie historycznej świadomości. To jednak zwykle nisza bardzo wąska, którą wypełnia kultura nie przedostająca się do szerokiej przestrzeni publicznej. Pisząc o degradacji, mam na myśli ten nieformalny poziom ekspresji, na którym śląskość idzie często w parze z agresywną polityką, zawężonym horyzontem czy wulgarnym humorem. Niestety nieraz bywa tak, że ten poziom kultury prezentują ludzie demonstrujący śląską odrębność i ostentacyjnie posługujący się śląską gwarą (często w odmianie ubogiej i prostackiej, ale przez obcych identyfikowaną ze Śląskiem). Od razu chciałbym przeprosić tych, którzy poczuli się moją oceną dotknięci – jestem świadom, że ten osąd ma charakter generalizujący, bo przecież i wśród tych osób spotkamy dużą różnorodność. O co więc chodzi?

Myślę, że Śląsk próbuje się bronić – z jednej strony przed próbą zepchnięcia do pozycji kultury „bercikowej”, lansowanej przez media i chętnie kupowanej na potrzeby biesiadnej rozrywki dla mniej wymagającej części społeczeństwa (która niestety zawsze przeważała). Z drugiej strony Śląsk broni się przed całkowitym wymazaniem śląskości jako przeżytku, zacofania, prowincjonalności. Tak więc dochodzi do swoistej polaryzacji postaw – na jednym biegunie mamy Ślązaków, którzy kształtują kulturę z górnej półki, ale dla wąskiej grupy odbiorców. Kulturę często niepowiązaną ze śląską ekspresją (przez gwarę i symbole), dlatego na zewnątrz nie identyfikowaną z wizerunkiem Śląska. Na drugim zaś biegunie dzieje się odwrotnie: bardzo aktywnie działają osoby, które na każdym kroku epatują śląskością, nie zawsze ją znając i niewiele mając do zaoferowania w samej sferze kultury… Dlatego żal mnie ogarnia, gdy dla przykładu patrzę na Podhale, gdzie te dwa nurty nie uległy polaryzacji – gdzie po górolsku nie wstydzą się mówić ludzie kształceni, a ludzie prości ich uznają za „swoich”, czerpiąc z wyższej półki, na ile tylko potrafią. Gdzie młodzież z dumą sięga po góralską gwarę i całą ludową kulturę.

Czy jednak znaczyłoby to, że plebejskość kultury śląskiej stała się samopożerającym się smokiem? Wszak nadal ludzie młodzi, którzy osiągają wyższy status  wykształcenia, na co dzień niezbyt chętnie posługują się śląską gwarą. Myślę jednak, że śląskość pozostaje w nich jak lawa skryta pod skorupą. Bardzo ważne jest jedno – by młodym Ślązakom uzmysłowić, na czym polega wartość śląskiej specyfiki. Mądry Ślązak był zawsze człowiekiem cichym. To w tej ciszy kształtuje się najgłębsza i najczystsza lawa kultury śląskiej. Ona nie potrzebuje wielkiej egzaltacji, nie wymaga trzepotania śląskimi flagami czy donośnego epatowania gwarą. To właśnie w domowym zaciszu poznawałem, czym jest prawdziwa mądrość Śląska, ucząc się jej od swojej Prababci i Babci, od Rodziców i starszego Brata. Ta mądrość jest jak lawa – gdy zbyt gwałtownie wypływa, wtedy szybko zastyga, pęka i ulega erozji. Dlatego tak ważne jest przesłanie dla młodych Ślązaków: nie wstydźcie się śląskich korzeni, pielęgnujcie je i bądźcie z nich dumni – ale nie używajcie ich do wynoszenia się nad innych, do wzajemnego okładania się nimi czy też do używania ich na rozpałkę, gdy się ich zawstydzicie. Korzeń ma pełnić zgoła inną funkcję, dając siłę dopiero wtedy, gdy wnika w glebę. A śląski korzeń penetruje ją szczególnie głęboko.

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz